GP Wielkopolski na dystansie półmaratonu – Ostrzeszów i Mogilno-Trzemeszno

Wielkopolscy Biegacze

Po debiucie w Ostrowie Wlkp. i najliczniejszym półmaratonie w Wielkopolsce w Poznaniu przyszedł czas na dwa kameralne biegi z cyklu GP. Ostrzeszów i Mogilno-Trzemeszno, poza tym, że są kameralne mają jeszcze coś wspólnego, są trudne jeśli chodzi o profil trasy.

Ostrzeszów – byłem jedynym reprezentantem naszej grupy. Chyba najtrudniejszy bieg jeśli chodzi o ilość i jakość podbiegów. Na każdym kółku (3 kółka) były dwa bardzo mocne podbiegi czyli jak łatwo policzyć trzeba było zmieżyć się z sześcioma mocnymi podbiegami. Sam bieg rozgrywany był w bardzo przyjemnej pogodzie co było na pewno spowodowane wczesnym startem (g.9:00) Na mecie było małe zamieszanie ponieważ w tym samym czasie było rozgrywanych mnóstwo innych biegów z cyklu Cross-u Ostrzeszowskiego. W pakiecie Buff i kubek a więc powiedzmy taki średni standard. Impreza kameralna i sama organizacja też taka sobie, choć jedno trzeba przyznać bardzo dobrze zabezpieczona trasa, żaden samochód nie miał prawa wjechać na trasę i tu duży plus dla organizatora. Całość oceniam tak na 4.

Mogilno-Trzemeszno – stawiliśmy się razem z Szymon-em Wyka. Biuro ulokowano w Trzemesznie skąd autobusy później zawiozły biegaczy na Rynek do Mogilna gdzie znajdował się start. Bieg również dość trudny a do tego nie popisał się organizator. Już po starcie pilot pomylił drogę i zamiast lekko przeszło 21km wyszło prawie 21,5km. Sama trasa kiepsko zabezpieczona – co już słyszałem od osób, które biegły w poprzednich edycjach – samochód za samochodem mijały biegaczy z jednej i drugiej strony a już odcinek między 17 a 18 km to prawdziwy bieg z przeszkodami (czytaj samochodami). Profil trasy dosyć trudny przez kilka kilometrów polny-crossowy a na samym końcu brukowy w centrum miasta. W pakiecie – mimo wyboru rozmiaru – dostałem koszulkę XL, która jest conajmniej XXXL a więc nawet mi nie żal, że nie dostałem zamawianej L-ki bo podejrzewam, że też byłaby grubo za duża. Meta na stadionie, masaże i posiłek to jedyne pozytywy tego biegu. Na koniec organizatorzy wpadli na „wspaniały” pomysł, że zamiast losować nagrody pozwolę się biegaczom o nie bić. Tak dosłownie ponieważ polegało to na tym iż rzucano piłki na trybuny gdzie jak to Polacy prawie się ludzie pozabijali aby tylko złapać piłkę. Miało to przyspieszyć losowanie nagród ale mam nadzieję, że już nikt nigdy nie wpadnie ponownie na ten „wspaniały” pomysł pseudo-losowania. Całość na 3 z dwoma minusami za brak zabezpieczenia trasy i „walkę” o nagrody.

SIBI

Post a comment

Protected by WP Anti Spam