Biegowa przygoda w Puszczy Knyszyńskiej
To miała być kolejna biegowa przygoda – tym razem w Puszczy Knyszyńskiej, gdzie króluje żubr. Cieszyłem się na odkrywanie nowych zakątków Polski.
Już dwa dni przed zawodami czułem, że coś jest nie tak. Zrzuciłem to na karb stresu przed startem – w końcu dawno nie biegłem takiego dystansu.
O godzinie 3:00 w nocy stanąłem na linii startu. Głowa była pełna planów, ciało teoretycznie gotowe na wyzwanie, a serce – jak zawsze – biło w rytmie pasji do biegania. Niestety, tym razem nie wszystko poszło zgodnie z planem.
Kryzys
Po 26. kilometrze organizm powiedział „stop”. Pojawiły się problemy żołądkowe, brak możliwości przyjmowania płynów i jedzenia. Ciało odmówiło współpracy. Decyzja o zejściu z trasy była trudna, ale jednocześnie najrozsądniejsza, jaką mogłem wtedy podjąć.
Lekcja pokory
Nie zawsze chodzi o to, żeby „dowieźć” wynik za wszelką cenę. Czasem prawdziwą siłą jest umieć się zatrzymać, posłuchać swojego ciała i wyciągnąć z tego lekcję. Zdrowie jest ważniejsze niż jakikolwiek medal czy czas na mecie. Ten bieg mnie nie złamał – nauczył mnie pokory.
Bison wróci do mojego kalendarza. Następnym razem stanę na starcie mądrzejszy, silniejszy i z jeszcze większym szacunkiem dla tego, co potrafi zrobić ludzki organizm.
Marcin



