2. PZU Cracovia Półmaraton Królewski

Sobota, 24 października 2015r. na zawsze pozostanie w mojej pamięci, jako Królewski Dzień w dawnej stolicy Polski, Krakowie. Czy Kraków potrzebuje jakiejkolwiek reklamy? Wydaje mi się, że to pytanie retoryczne, więc nie będę odpowiadał. Dlatego też, gdy tylko na początku maja ogłoszono zapisy na drugą edycję Półmaratonu Krakowskiego, nie wahałem się ani chwili i wysłałem zgłoszenie. Otrzymałem numer startowy „68”.

Tegoroczny Półmaraton Królewski w Krakowie, choć to dopiero druga edycja, już został wpisany na listę Korony Półmaratonów Polskich. Ten fakt na pewno dodatkowo dodał prestiżu imprezie.
Pierwotnie bieg miał odbyć się w niedzielę, 25 października 2015 roku, jednak z powodu wyznaczenia na ten dzień daty wyborów parlamentarnych, organizatorzy zdecydowali się na zmianę terminu na 24 października. Czy była to dobra decyzja? Myślę, że trochę nietrafiona, ale kto wie, jakie naciski były na organizatorów ze strony władz? Nietrafiona, ponieważ mocno zmniejszyła się frekwencja na biegu, bo z 8 tysięcy zapisanych biegaczy w półmaratonie wystąpiło tylko niecałe 6 tysięcy. „Tylko” – niezłe stwierdzenie, prawda? he he 😉 – ileż półmaratonów chciałoby choć zbliżyć się do takiej frekwencji.
Wyjechałem z Poznania pociągiem, w piątek 23 października 2015r. Po ok. 6-ciu godzinach jazdy byłem na miejscu. Już Dworzec Główny w Krakowie robi wrażenie jeśli chodzi o przestrzeń dla pasażerów, o funkcjonalność i łatwość w znalezieniu odpowiedniego wyjścia, zejścia itd. – nie to, co nasz poznański „chlebak” 😉

Od razu skierowałem się do hostelu, a z niego w kierunku Biura zawodów, aby odebrać pakiet startowy. Biuro zawodów, miasteczko biegaczy, a także Start i Meta Półmaratonu zlokalizowano tym razem na terenie największej w Polsce Hali sportowo – widowiskowej Tauron Arena. Wygląd zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz hali robi niesamowite wrażenie. Po dość długim spacerze korytarzem wokół hali i przeglądzie stoisk z odżywkami, ciuchami sportowymi, itp., dotarłem w końcu do biura zawodów. Odbiór pakietu odbył się niemal błyskawicznie. Znalazłem w nim m.in.: numer startowy, agrafki, ciasteczka, plastry na sutki 😉 oraz koszulkę sportową w odpowiednim rozmiarze wykonaną z bardzo dobrego materiału. Dzień powoli się kończył, ale gotowy w zasadzie do startu mogłem wrócić do centrum i zwiedzić przepiękny krakowski Rynek Główny, na którym jest zawsze tłum ludzi, turystów ze wszystkich stron świata, a życie towarzyskie, gwar chyba nie ustaje nawet na moment. W jednej z włoskich restauracji na rynku naładowałem jeszcze akumulatory przed biegiem i pełny wrażeń oraz makaronu 😉 wróciłem do hostelu.
Nazajutrz rano, cały podekscytowany i naładowany pozytywną krakowską energią, zjadłem śniadanie, nawodniłem się, przygotowałem sobie strój biegowy z obowiązkową koszulką z logo Wielkopolskich Biegaczy i mogłem ruszyć krakowską bimbą na Tauron Arenę.
Po przebraniu się i oddaniu worka do depozytu, rozpocząłem rozgrzewkę na płycie hali. Zbliżała się godzina startu, tj. godz.11 i trzeba było wyjść z cieplutkiej hali na ulicę bezpośrednio przed halą, gdzie zlokalizowany był Start. Różnica temperatur była duża, bo na dworze (lub mówiąc po krakowsku „na polu” było bardzo rześko), czyli w zasadzie idealnie do biegania. Parę minut po 11 ruszyliśmy różnobarwną falą po ulicach Krakowa. Trasa przebiegała przez wszystkie najbardziej atrakcyjne turystycznie tereny, miejsca, ulice miasta – wzdłuż Wisły, przez dwa mosty, przez Błonia Krakowskie, obok stadionów Cracovii oraz Wisły, przez Rynek Główny, ulicą Grodzką, wokół Wawelu, obok smoka Wawelskiego który raz po raz zionął ogniem ;-). Po drodze było mnóstwo kibiców, przechodniów, turystów często trochę zaskoczonych faktem, że akurat odbywa się jakiś bieg.
Rześka, całkowicie bezwietrzna pogoda, brak słońca, to wszystko sprawiało, że biegło się bardzo przyjemnie. Kto nie zdążył wcześniej zwiedzić miasta, mógł po drodze przy okazji zrobić sobie szybki przegląd wszystkich atrakcji Krakowa ;-).
Międzyczasy na każdym kilometrze dawały mi nadzieję, że czas, jeśli tylko sił wystarczy do samej mety, będzie bliski życiówki wykręconej w Pile półtora miesiąca temu. I rzeczywiście, udało się wybiegać znakomity jak na mnie czas 1 godziny 39 minut i 26 sekund, czyli zaledwie pół minuty poniżej życiówki.
Meta półmaratonu znajdowała w środku Tauron Areny na płycie hali. Półmrok, tylko błysk fleszy i niebieskie laserowe światła a także dźwięki piosenki „We are the champions” sprawiały, że wbiegając na metę, ciarki przechodziły po całym ciele. Pierwszy raz wbiegałem na metę znajdującą się w środku hali i muszę przyznać, że wrażenia są naprawdę niezapomniane. Z uwagi na liczbę biegaczy trzeba było niestety szybko przemieszczać się w kierunku przeciwległego wyjścia, gdzie zawieszono na mej szyi piękny, duży i dość ciężki medal.
Choć stosunkowo daleko leży Kraków od Poznania, to zupełnie nie żałuję długiej podróży pociągiem, bo wrażenia z biegu i samego pobytu w Krakowie, pozostaną ze mną na zawsze.

Piotr T.

Dodaj komentarz

Protected by WP Anti Spam