III Zimowy Bieg Wulkanów, to bieg survivalowy, organizowany w okolicach zamku Grodziec (start i meta tam się właśnie znajdowały) na Dolnym Śląsku (okolice Złotoryi).
Cóż, tak długie wyjazdy, poza wadą polegającą właśnie na odległości, którą trzeba pokonać dojeżdżając mają jedną zasadniczą zaletę: czas spędzony z innymi biegaczami w aucie daje niepowtarzalną okazję porozmawiania o wszystkim, co się wiąże z bieganiem, ale oczywiście nie tylko…
Start i meta biegu znajdowały się na dziedzińcu zamku Grodziec. Tam też znajdowało się biuro zawodów. Wydawanie pakietów niestety nie było zorganizowane najlepiej, a pakiety odbierało się w kilku różnych miejscach znajdujących się we wnętrzach zamku.
Start do biegu odbywał się falami od godziny 13:00. Trasa była wymagająca, ale też interesująca. Wiodła wąskimi ścieżkami wokół zamku, gdzie trzeba było pokonać przeszkody, którymi były zarówno strome zbiegi i podbiegi, ale też spadziste schody kamienne, pokryte warstwą liści, murki kamienne, a by podnieść atrakcyjność trasy organizator poustawiał przeszkody ze starych opon, balotów słomy a nawet rur kanalizacyjnych (które trzeba było przeskoczyć), drabin zbitych z desek, po których należało zdobyć mury zamku, by w zamku błądzić po nie do końca oznakowanych korytarzach i gankach (dało się tam pobłądzić wiodąc za sobą część „peletonu”).
Prawdziwe niespodzianki czekały jednak na trasie poza zamkiem. Był to odcineg z dominującymi elementami biegowymi po okolicznych lasach. Trasa wiodła do żwirowni, w której parokrotnie zdobywało się strome zbocza żwirowni. By tam dotrzeć konieczne było pokonanie ścianek wspinacznowych, przy których współpraca była nieodzowna, oraz przeskakiwać płonące kłody drewna czy też czołgać się pod zasiekami.
Meta znajdowała się na terenie zamku, natomiast jak przed każdym zamkiem, tak i tu, na śmiałków czekała fosa wypełniona… jakże by inaczej… ciężko pachnącą, mulistą fosą. Dno fosy, nie tylko grzązkie, ale wypełnione zatopionymi kłodami, które utrudniały przeprawę. Najgorsza jednak była temperatura zawiesiny, która przy niskiej temperaturze powietrza stanowiła niełatwą przeszkodę. Natomiast na mecie czekał na biegaczy piękny medal oraz ciepły żurek (smakował jak ogórkowa, ale był ciepły).