Bieg, który wyścigiem stał się w dniu, w którym ruszyła sprzedaż pakietów. Grono szczęśliwych nabywców szybko wypełniło całą pulę dostępnych miejsc, by ustąpić miejsca tym, którym zabrakło szczęścia i pakietów nie nabyło.
Szczęśliwie 12 kwietnia 2015 roku na linii startu stanęło ponad 8 tys. osób. Dopisała nie tylko frekwencja uczestników, ale również pogoda. Po bardzo ciepłej (jak na kwiecień) sobocie 11-04, gdzie temperatura doszła do 20 stopni, niedzielny poranek przywitał nas rześkimi 6 stopniami i zimnym wiatrem, który niektórym przeszkadzał, a wszystkich chłodził. Start nastąpił o godz. 10:00. Do biegu ruszyła silna Grupa Biegowa Wielkopolskich Biegaczy, w największej w tym roku frekwencji 22 osób. Dla części był to debiut w półmaratonie, dla wielu kolejna przymiarka do bicia rekordu życiowego na dystansie 21.097 m.
Trasa wiodła podobnie jak w roku 2014, na trasie znajdowały się dobrze zorganizowane i logicznie rozstawione punty żywieniowe, na których można było napić się wody, izotoników, na dalszych punktach poczęstować się bananem, kostkami cukru lub nawet czekoladą. Od 10 km przed punktami żywieniowymi znaleźć można było miski z wodą i gąbkami, które przy takich i dłuższych biegach naprawdę sprawdzają się podczas zmagania z dystansem. Na słowa uznania zasługują również tabliczki z informacją, że za 200m znajdują się punkty żywieniowe. Pozwalało to na zaplanowanie biegu w taki sposób, by nie przebiegać w poprzek trasy na widok stolika z napojami. Do klasyki biegów też można zaliczyć, że na pierwszych stolikach z napojami tworzyły się zatory spragnionych biegaczy, natomiast na ostatnich wolontariusze błagalnie wyciągali ręce by obsłużyć biegaczy.
Przy trasie stało też wiele kapel, czy to ustawionych planowo, w porozumieniu z organizatorem, czy też spontanicznie organizowanych przez kibiców. Ci ostatni też przyszli licznie dopingować swoich bliskich, znajomych lub po prostu z ciekawości. Ich doping sprawiał, że biegło się łatwiej, a przekonać się można było o tym wyraźnie na odcinku między 15 a 17km, na ul. Droga Dębińska, gdzie kibiców było stosunkowo mało. Odcinek od wiaduktu przy ul. Hetmańskiej do ul. Królowej Jadwigi biegło się nieomal w absolutnej ciszy i przez to wydawał się być najdłuższym odcinkiem półmaratonu.
Dobrą robotę zrobili też pacemakerzy. Podczas biegu podpowiadali jak się zachowywać, kiedy przygotować się na podbieg, kiedy zrelaksować podczas biegu mięśnie… Swoimi krzykami zachęcali do wytężonej pracy, dopingowali, mobilizowali. Do wypadków przy pracy można zaliczyć fakt, że np. pacemakerzy na 1:50 przekroczyli linię mety w dwóch różniących się od siebie dosyć znacznie momentach. Pewnie wynikało to z problemów ze złapaniem odpowiedniego tempa na starcie, kiedy to ośmiotysięczny tłum dosyć skutecznie utrudnił rozpoczęcie biegu we właściwym rytmie.
Meta biegu, zlokalizowana nad Maltą, też wydawała się być w jakimś nieosiągalnym miejscu. Po przebiegnięciu 18 km oraz blisko 3 km odcinka ulicą Baraniaka i wbiegnięciu na tereny przy jeziorze Malta, ilość zakrętów wydawała się nie kończyć. W końcu upragniona meta, a na niej sprawnie działający organizatorzy, zgrabnie i skutecznie przypominający zmęczonym biegaczom o przejściu jak najdalej od linii mety, by zrobić miejsce następnym biegaczom. Każdy z uczestników, którzy ukończyli bieg otrzymali medal, a kobiety dodatkowo piękną różę. Poczęstunek po biegu makaronem i piwem sprawił, że z przyjemnością spędziliśmy w naszym gronie parę chwil po biegu i tylko zimny wiatr spowodował, że chwila ta nie trwała dłużej.
Bieg przyniósł wiele życiówek, a nasze spotkanie po biegu utwierdziło w przekonaniu, że tworzymy fajną grupę. Chyba wszyscy już czekamy na następny bieg w Poznańskim Półmaratonie.
Darek