13. Chojnik Karkonoski Festiwal Biegowy – Maraton, 06.09.2025 r.

Chojnik Karkonoski Festiwal Biegowy od lat przyciąga biegaczy z całej Polski, kusząc ich nie tylko wymagającą trasą, ale i niepowtarzalnymi widokami Karkonoszy. W tym roku odbyła się już 13. edycja wydarzenia, a na starcie maratońskiego dystansu nie mogło zabraknąć naszych reprezentantów. Jak poradzili sobie z karkonoską legendą, deszczem i stromymi podejściami? Zresztą, przeczytajcie o zmaganiach na Chojnik Maratonie oczami naszych zawodników.

Marcin

Przyszedł ten moment, aby zmierzyć się z „legendą” Karkonoszy i wystartować na Chojnik Maraton, czyli 42 km i 2000 up po szlakach Karkonoszy. Bieg, który był na liście od jakiegoś czasu, ale odkładałem start, ciągle twierdząc, że nie jestem gotowy. A czy byłem gotowy, aby wziąć w nim udział?

Start zaplanowany był na 8 rano. Pierwsza myśl po przebudzeniu – oby tylko nie padało, jak to miało miejsce w nocy. Na samym starcie deszczu nie było, jednak prognozy zwiastowały opady w końcówce dystansu. Miejsce startu to okolice Zamku Chojnik – swoją drogą warto tam wybrać się także na spokojny spacer. Od początku rozpoczęło się lekkim podejściem, następnie 2–3 kilometry w miarę płasko, jeśli można tak powiedzieć w biegu górskim. Od 6 km zaczęła się prawdziwa zabawa – podejście na grań do Czarnej Przełęczy, przez Smelec na Śnieżne Kotły, czyli 1480 m n.p.m. W liczbach było to około 6 km ciągłego podejścia i około 800 up.

Pogoda dopisała i przykryła szlak gęstymi chmurami oraz mgłą, co pozwoliło podziwiać piękne widoki pod stopami :). Niestety – typowe karkonoskie panoramy nie ukazały swojego oblicza. Zamiast tego zaczął padać delikatny deszcz, który sprawił, że zbieg ze Śnieżnych Kotłów był mniej sympatyczny ze względu na liczne strumyki i śliskie kamienie. Po ukończonym zbiegu otworzył się kolejny podbieg w kierunku Przełęczy pod Smelcem, czyli 4 km ciągłego napierania w górę.

Po zdobyciu przełęczy i najtrudniejszych fragmentów, pozostało już tylko 14 km do mety. To jednak nie były łatwe kilometry – śliskie, mokre kamienie, drewniane kładki, liczne korzenie. Gdy zbieg był już za mną i meta coraz bliżej, pojawiła się myśl, że teraz będzie łatwo. Nic bardziej mylnego! Na finiszu czekał jeszcze kilometr podbiegu prowadzący na Zamek Chojnik. Dopiero potem ostatni zbieg i walka z własnymi słabościami mogła zostać zakończona.

Kamil

Coś nie mam szczęścia w tym roku do powrotów na trasy. Najpierw SGS, przed którym się pochorowałem, teraz Chojnik, przed którym skręciłem kostkę. Jakby tego wszystkiego było mało, to pogoda również nie rozpieszczała. Trasa po nocnych opadach była dość mokra, a i podczas samego biegu towarzyszył nam deszcz.

Co do mojej dyspozycji – od samego początku czułem, że kostka działa, ale nie w pełni. Już na pierwszych zbiegach dawała o sobie znać i potęgowała stres, związany z tym, jak dalej się to potoczy. Bałem się, że będzie mnie blokować i nie pozwoli zbiegać szybciej. Na szczęście, jak się później okazało, to ograniczenie nie było aż tak mocne, a dodatkowo pogoda i tak nie sprzyjała szaleństwom.

Los jednak lubi się przypominać – dokładnie w tym samym miejscu, gdzie miesiąc temu skręciłem kostkę, noga znów uciekła. Tym razem na szczęście nie było tak źle i po chwili ból ustąpił, pozwalając biec dalej. Dało mi to jednak do myślenia, że za rok zamiast pełnego maratonu może warto wybrać trochę krótszy dystans i ominąć to pechowe miejsce.

Mimo tego wszystkiego jestem bardzo zadowolony, bo poprawiłem czas z zeszłego roku aż o 45 minut. Najwięcej zyskałem na podbiegach i płaskich odcinkach, które do tej pory były moimi słabszymi stronami. Ze zbiegami było różnie – część pobiegłem wolniej niż na treningach, ale większość i tak wypadła lepiej niż rok temu. To pokazuje progres, choć wiem, że wciąż jest sporo do zrobienia.

Patrząc z boku, to nie był bieg idealny – trudne warunki, kostka wciąż przypominająca o sobie, stres od startu – ale właśnie dlatego mam z niego taką satysfakcję. To dowód na to, że można walczyć, robić swoje i wyciągać z trasy maksimum, nawet jeśli nie wszystko idzie po naszej myśli.

Na koniec ciekawostka: mój tegoroczny czas rok temu dałby mi 5. miejsce, a w tym roku wystarczył „tylko” na 17 😉 Teraz dwa tygodnie przerwy, a potem szybka dycha – tym razem lokalnie, w naszym parku narodowym.

Gratulacje dla naszych zawodników

Chojnik Maraton po raz kolejny udowodnił, że Karkonosze nie wybaczają błędów i potrafią wystawić biegaczy na ciężką próbę. Deszcz, śliskie kamienie, podbiegi ciągnące się bez końca i wymagające zbiegi – to wszystko sprawia, że każdy, kto dociera do mety, jest zwycięzcą. Marcin i Kamil pokazali, że nie brakuje im determinacji i hartu ducha. Wielkie brawa dla naszych niezłomnych walczaków!

Post a comment

Protected by WP Anti Spam